Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bez tłuszczu. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bez tłuszczu. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 października 2014

Beztłuszczowy sernik dyniowy

Wszędzie dynie! Królują na działach warzywnych, kusząc swoimi kształtami i kolorami.
Dlatego w końcu zebrałam się do upieczenia tego sernika, bo przyznam, że trochę mnie przerażał.
Okazało się, że to kolejny bardzo udany eksperyment.
Sernik wyszedł bardzo wilgotny, ale ja właśnie taki lubię. Dynia nie jest wyczuwalna w smaku, ale nadaje mu zupełnie nowej konsystencji.
Polecam wypróbować ten przepis, póki sezon dyniowy w pełni. Zwłaszcza, że to bardzo lekki deser - w przepisie nie ma tłuszczu, więc co za tym idzie, kalorii też jest nieco mniej :)

Dyniowy sernik


Składniki:

  • 750g kremowego serka
  • 2/3 szklanki cukru
  • 3 jajka
  • 425g puree z dyni*
  • 2 łyżki mąki orkiszowej (lub innej)
  • szczypta cynamonu
  • kilka kropli aromatu waniliowego
*puree z dyni - dynię kroimy na kawałki, oczyszczamy z pestek i pieczemy w 180 stopniach przez 30 minut.
Następnie obieramy ze skórki i miksujemy na gładko.

Najprościej wszystko załatwić mikserem: zaczynamy od zmiksowania serka z cukrem. Następnie pojedynczo wbijamy jajka, cały czas miksując. Dodajemy dynię, mąkę i cynamon, oraz aromat, znowu dokładnie mieszamy.
Przelewamy masę do tortownicy wyłożonej papierem do pieczenia i wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni. Pieczemy ok. 70 minut, aż sernik się zetnie i lekko zrumieni.

Po upieczeniu studzimy go całkowicie, a następnie wkładamy na 2-3 godziny do lodówki.

Podajemy zimny.

Smacznego!



czwartek, 1 sierpnia 2013

"Keks" bez dodatku tłuszczu

Cudzysłów jest tu użyty naumyślnie i nie aby pokazać, że umiem wyczyniać takie cuda na klawiaturze.
Nie chwaląc się klawiatura nie ma dla mnie tajemnic, taka jestem komputerowa, o!

Cudzysłów wynika z faktu, iż określenie keks to trochę jakby kopertówkę nazwać całkiem przyzwoitą torbą podróżną, bo pochodzą z tego samego "gatunku" - czyli służą do noszenia w nich mniej lub bardziej podręcznego ekwipunku.

W tych okolicznościach ciężko mi nazywać z pełną powagą "keksem" coś co jest biszkoptem z dodatkiem garści orzechów włoskich i 2 garści rodzynek, które należało zużyć, bo kuchni pojawił się ich zdecydowany nadmiar. Nie mówię, że w biszkopcie jest coś złego, bo co to, to nie! Robi się go w chwilę, piecze się przecież sam, same plusy. Tylko chciałam rozwiać Wasze nadzieje na kawał porządnego, praworządnego keksu. Ale i tak polecam spróbować - w końcu jak coś jest bez tłuszczu to mniejsze wyrzuty sumienia podczas wyskubywania z talerzyka okruszków, po trzecim już z kolei kawałku :)

"Keks"

 

Składniki:

  • 150g mąki
  • 150g cukru
  • 2 jajka
  • pół łyżeczki proszku do pieczenia
  • ok 150g bakalii
 Jajka ubijamy z cukrem. Następnie dodajemy mąkę i proszek dopieczenia. Miksujemy na gładką masę. Dodajemy bakalie (gdy mamy większe orzechy siekamy je na mniejsze fragmenty), mieszamy, przekładamy do wyłożonej papierem keksówki (chudej i wysokiej). Pieczemy ok 30 minut w 180 stopniach.

Jemy ze smakiem, nie przejmując się, że keks to ciasto świąteczne - to jest "keks", absolutnie całoroczne ciasto.






P.S. Czy Wasza autokorekta też żywi nieuzasadnioną urazę do słowa "keksówka"? Może ono nie istnieje, a ja żyłam w nieświadomości?

P.P.S. Jutro wyjeżdżam na tydzień nad morze, więc nie wiem kiedy pojawi się kolejny wpis, ale będę tęskniła :*