Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żyto. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żyto. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 lipca 2015

Babeczki i borówkami i brzoskwinią

Owoce teraz u mnie królują, wraz z warzywami. Uwielbiam, gdy w sklepach w końcu jest taki wybór świeżych składników sezonowych. Dlatego moje babeczki też musiały być owocowe. Akurat miałam resztkę borówek i soczyste brzoskwinie, więc wybór był oczywisty :)

Babeczki z borówkami


Składniki:

  • 300g mąki (u mnie żytnia)
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • 1 jajko
  • 140g cukru
  • 80g oleju
  • 400g kefiru lub jogurtu naturalnego, ewentualnie maślanki
  • 100g borówek
  • jedna duża brzoskwinia
Składniki mokre, czyli jajko, kefir i olej dokładnie mieszamy. W osobnej misce łączymy mąkę, cukier, proszek do pieczenia i sodę oczyszczoną. Następnie łączymy zawartość obu misek. Dodajemy borówki i obraną, oraz pokrojoną w kostkę brzoskwinię. Mieszamy ponownie.
Przekładamy porcje ciasta do papilotek. Wkładamy do pieca nagrzanego do 180 stopni i pieczemy około 25 minut.
Smacznego!


środa, 1 lipca 2015

Żytni pieczony naleśnik czekoladowy

To wspaniały przepis na śniadanie, lub pyszny lunch. Można go przygotować wieczorem, żeby rano nie tracić czasu. Przed samym jedzeniem wystarczy dorzucić ulubione dodatki i gotowe.
Zapach czekolady, który unosi się podczas pieczenia jest obłędny!

Pieczony naleśnik






Składniki:

  • pół szklanki mąki żytniej
  • 3 łyżki cukru
  • łyżka kakao
  • pół szklanki mleka (u mnie bez laktozy)
  • 2 jajka
Wszystkie składniki łączymy w misce. Mieszamy dokładnie przy pomocy trzepaczki, żeby nie było grudek. Przelewamy do formy, którą uprzednio smarujemy masłem, lub wykładamy papierem do pieczenia. Pieczemy około 25 minut w 220 stopniach.
Podajemy z serkiem naturalnym, dżemem, jogurtem, lub ulubionymi owocami.

Smacznego!

czwartek, 25 czerwca 2015

Żytnie ciasto szpinakowe z lekkim kremem truskawkowym


Trochę bałam się tego ciasta. Jednak robiłam już ciasto z fasoli, czy z dodatkiem dyni, więc szpinak również postanowiłam oswoić. Absolutnie tego nie żałuję!
Ciasto jest inne niż wszystkie biszkopty, jakie kiedykolwiek jadłam, ale jednocześnie bardzo smaczne. Jest przy tym pożywne i sycące, więc jakoś udaje się poprzestać na jednym kawałku :)
Przepis na krem to nic odkrywczego, ale wpadłam na ten pomysł, żeby nie dodawać niepotrzebnych kalorii. Większość ciast szpinakowych, które widziałam w sieci, zawiera krem na bazie tłustego serka mascarpone. Ja wybrałam chudy twaróg i soczyste truskawki. Efekt jest świetny, więc szczerze polecam Wam to rozwiązanie.

Ciasto szpinakowe

 

Składniki:

  • 120g szpinaku - rozmrożonego, odciśniętego z nadmiaru wody i zmiksowanego na pulpę 
  • sok z jednej cytryny
  • 100g cukru
  • 2 jajka
  • 100g oleju
  • 200g mąki żytniej
  • płaska łyżeczka proszku do pieczenia

Na krem:

  • 100g chudego sera białego
  • 100g truskawek
  • cukier do smaku

 Dodatkowo - kilka truskawek na wierzch


Jajka ubijamy z cukrem na puszystą masę. Dodajemy szpinak, sok z cytryny, mąkę, olej i proszek do pieczenia. Dokładanie łączymy wszystkie składniki. Przekładamy do okrągłej foremki i wstawiamy do pieca nagrzanego do 180 stopni. Pieczemy około 20 minut.
UWAGA: Możecie też zrobić inaczej - podzielić ciasto na dwie części i piec osobno. To dobry pomysł, jeśli nie macie wystarczająco wysokiej foremki.

Ciasto po wyjęciu z piekarnika od razu wyjmujemy z formy i studzimy na kratce.

Przygotowujemy krem - truskawki miksujemy z serem na gładką masę, dosładzamy do smaku.

Ciasto przekrawamy wzdłuż na pół. Spód smarujemy połową kremu, przykrywamy drugą częścią ciasta. Wierzch smarujemy resztą kremu i ozdabiamy truskawkami.

Gotowe ciasto przechowujemy w lodówce.

Smacznego!

sobota, 20 czerwca 2015

Sałatka makaronowa z bobem

Nareszcie dorwałam bób! W sklepie, w którym robię codzienne zakupy przeważnie kończył się, zanim zdążyłam wrócić z pracy. W końcu udało mi się dorwać ostatni woreczek, ale nie chciałam zajadać bobu po prostu go skubiąc z łupinek. Tym razem musiał stanowić część większej całości, ponieważ zaczęłam jadać 5 posiłków dziennie, co 3 godziny każdy, więc nie chciałam dokładać sobie gdzieś pomiędzy takiej przekąski.

Sałatka, którą przygotowałam jest prosta, a przy tym zawiera wszystko, co potrzebne w pełnowartościowym posiłku - warzywa, białko, złożone węglowodany i... pyszny smak ;)

Sałatka z bobem 


Składniki na jedną porcję:

  • 50g suchego makaronu pełnoziarnistego (u mnie żytni)
  • około 120g bobu
  • duży pomidor
  • oliwa
  • sól, pieprz
Makaron gotujemy w lekko osolonej wodzie, al dente. Gotujemy bób: wrzucamy na wrzątek i gotujemy jakieś 10 minut, do pożądanej przez nas miękkości, soląc pod koniec gotowania.
Obieramy bób - właśnie dlatego wzięliśmy go więcej niż 100g, bo łupinki też trochę ważą.

Pomidora kroimy w kostkę, łączymy z makaronem i bobem. Doprawiamy pieprzem i delikatnie skrapiamy oliwą, żeby makaron się nie posklejał.

Smacznego!

środa, 15 kwietnia 2015

Kotlety drobiowo-warzywne (z zupy)

Kocham zupy, ale zawsze trochę mnie boli wyrzucanie włoszczyzny i mięsa, na których był ugotowany wywar. Ostatnio naszło mnie na pomidorową, ale uznałam, że tym razem nic nie może się zmarnować.
Pomyślałam, że przerobię resztki na kotlety i tak właśnie zrobiłam.

Kotlety okazały się naprawdę smaczne, lekko słodkie i delikatne. Szybkie i tanie - tak, jak najbardziej lubię w zalatane dni!

Uwaga: warzywa i mięso wyjmujemy z wywaru, przed dodaniem czegokolwiek co mogłoby wpłynąć na ich smak - na przykład koncentrat pomidorowy.

Kotlety resztkowe



Składniki:

  • 3 gotowane udka z kurczaka
  • 3 gotowane marchewki
  • 2 małe ugotowane pietruszki
  • kawałek gotowanego selera
  • otręby żytnie (do zagęszczenia masy)
  • jajko
  • sól, pieprz
Mięso oczyszczamy ze skórek i kości, lekko rozdrabniamy. Warzywa kroimy w kostkę. Blendujemy z mięsem na gładką masę. Dodajemy jajko i otręby - tyle, żeby dało się formować kotlety. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem.
Formujemy małe kotleciki i smażymy na rumiany kolor, albo (ja tak zrobiłam) pieczemy 20 minut w 200 stopniach.

Smacznego!



czwartek, 9 kwietnia 2015

Drożdżowe bułeczki z jogurtem

W naszych sklepach i piekarniach jest bardzo ubogi wybór, jeśli chodzi o pieczywo bez dodatku mąki pszennej.
Już się nauczyłam, że nazwa przeważnie o niczym nie świadczy i nie nabieram się na "chleb orkiszowy", który ma mąki orkiszowej 20%, czy "jęczmienny" z 10% tejże mąki.
Mam w pobliżu sklep z pysznym chlebem z samej mąki żytniej, ale ile można się nim zajadać? Poza tym nie zawsze jest, a wtedy pozostają mi sztuczne chleby, szczelnie zapakowane w folię.

Dlatego, jak tylko mam więcej czasu, to lubię upiec coś sama. Zwłaszcza bułeczki, bo tych to już od dawna nie mogę nigdzie kupić.

Żeby nie piec w kółko tego samego, postanowiłam wypróbować wersję z jogurtem. To był strzał w 10!
Są delikatne, puszyste i naprawdę smaczne... Wspaniałe!


Bułeczki jogurtowe

 

Składniki:

  • 15g świeżych drożdży
  • 180g jogurtu naturalnego + łyżka na wierzch
  • 120g mleka
  • jajko
  • około 500g mąki - u mnie mieszanka żytniej i orkiszowej (obie pełnoziarniste)
  • trochę płatków owsianych
  • łyżeczka soli
  • łyżeczka cukru
 Jogurt mieszamy z mlekiem i podgrzewamy - mają być ciepłe, ale nie gorące. Dodajemy cukier, drożdże i mieszamy. Zostawiamy na 15-20 minut, do spienienia.

Następnie wbijamy jajko, dodajemy sól i połowę mąki. Mieszamy i przekładamy na stolnicę. Stopniowo, zagniatając ciasto, dodajemy resztę mąki, aż ciasto przestanie nam się kleić do rąk i będzie elastyczne.
Przekładamy z powrotem do miski, przykrywamy ściereczką i odstawiamy do wyrośnięcia, na godzinę.

Następnie ponownie zagniatamy, w razie potrzeby podsypując mąką. Dzielimy ciasto na 8 części i formujemy bułeczki. Każdą smarujemy po wierzchu odrobiną jogurtu i posypujemy płatkami owsianymi.

Wstawiamy do zimnego pieca i ustawiamy, żeby stopniowo nagrzewał się do 200 stopni.
To oszczędza nam czas, bo nie odstawiamy do ponownego wyrastania - zrobią to w piekarniku.

Pieczemy jakieś 10 minut, odkąd piec będzie nagrzany. Czas pieczenia zależy od Waszego piekarnika - ja mam z termoobiegiem i piekłam właśnie 10 minut. Bułki mają być rumiane, a po uderzeniu w dno, mamy usłyszeć "głuchy" dźwięk.

Smacznego!

wtorek, 17 lutego 2015

Żytnie drożdżówki z białym serem

Wracam po dłuższej przerwie i od razu startuję z pysznym pomysłem na drożdżówki!
Długich wstępów nie będzie, ponieważ wczoraj wróciłam z Wrocławia i jeszcze mogę myśleć tylko o tym :) Każdemu należy się kilka dni relaksu i luzu - nie trzeba wydawać dużo pieniędzy i jechać w egzotyczne miejsce, by choć na trochę oderwać się od rzeczywistości. Warto o tym pamiętać i raz na jakiś czas wziąć kilka dni wolnego i wyjechać ze znajomymi.

A wracając do drożdżówek - przepis znalazłam na niezawodnych "Moich Wypiekach". Lekko przerobiłam, aby spełniały moje wymagania dietetyczne i gotowe. Wyszły naprawdę pyszne - bardzo długo zachowują świeżość i pozostają miękkie. Idealne na słodkie śniadanie, lub przekąskę do kawy.

Drożdżówki z białym serem





Składniki na ciasto (około 15 małych drożdżówek lub 8 dużych):

  • 500 g mąki żytniej
  • 40 g świeżych drożdży
  • 40 g miodu
  • 2 jajka
  • 250 g mleka
  • 75 g masła

Składniki na masę serową:

  • 4 łyżki masła
  • ½ szklanki cukru
  • 1 żółtko
  • 400 g chudego twarogu
Z drożdży, łyżki cukru i połowy mleka (ciepłego) robimy rozczyn – odstawiamy na 15 minut do spienienia. Następnie łączymy z mąką, masłem, jajkami i miodem – zagniatamy gładkie ciasto.
Odstawiamy na godzinę, do podwojenia objętości.
Przygotowujemy nadzienie serowe – wszystkie składniki dokładnie ucieramy na gładką masę.
Formujemy bułeczki (8/15 kulek) i ponownie odstawiamy do wyrośnięcia, na jakieś 30 minut.
Następnie w każdej bułce robimy wgłębienie przy pomocy dna szklanki, a każde wgłębienie wypełniamy nadzieniem.
Wkładamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni i pieczemy około 20 minut.
Smacznego!
A oto ja i mój nowy kolega z Wrocławia ;)
 
 

wtorek, 3 lutego 2015

Proste ciasto teściowej Nigelli

Gdy zobaczyłam opis tego ciasta wiedziałam, że muszę je zrobić. Nie dość, że nie wymaga fikuśnych składników i dużego wysiłku to jeszcze ten cytat: "Jest to jedno z tych ciast, które nie robią na nas wrażenia, dopóki nie zaczniemy ich kroić i jeść".
W pełni oddaje to istotę tego ciasta. Wygląda skromnie, ale w smaku jest po prostu wspaniałe!
Nawet zwolennicy ciast z białej mąki pochłaniali swoje pełnoziarniste porcje ze smakiem, a to wiele dla mnie znaczy. Oczywiście zmiana mąki na niepszenną to moja inwencja, bo Nigella nie bawi się w zdrowe odżywianie ;) 

Ciasto z nutą cytryny


Składniki:

  • 220g masła
  • 200g cukru + trochę do posypania wierzchu
  • sok i skórka otarta z jednej cytryny
  • 300g mąki (orkiszowa pełnoziarnista i żytnia)
  • 3 jajka
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
Masło ucieramy z cukrem. Dodajemy jajka i mieszamy. Stopniowo dodajemy mąkę przesianą z proszkiem do pieczenia i cały czas mieszamy. Na końcu dodajemy sok i skórkę z cytryny i ponownie mieszamy.
Przekładamy ciasto do blaszki wyłożonej papierem do pieczenia. Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 180 stopni i pieczemy około 50 minut. Jakieś 15 minut przed końcem pieczenia posypujemy ciasto cukrem.

Smacznego!


poniedziałek, 29 grudnia 2014

Żytni placek marchewkowy z czekoladą

Wracam poświątecznie, ale nadal jeszcze się nie przejadłam, więc przepis nie będzie na super lekkie danie.
Świątecznych przepisów w tym roku nie było, ponieważ mam swoje ulubione dania, które są co roku i bez nich nie wyobrażam sobie Świąt. Na nie przepisy są od dawna na blogu, więc nie ma co się powtarzać;)

Dziś ciasto marchewkowe – trochę inne.
Tak naprawdę nie wiem, czy przepis, z którego korzystałam, był błędny, czy tak miało wyjść.
Mi całkiem odpowiada jego konsystencja, ale jest raczej zaskakujące.
Mianowicie, zazwyczaj do ciast z marchewką, która jest ciężka, dodaje się proszek do pieczenia i sodę oczyszczoną. Tutaj nie dodajemy nic z tych rzeczy, więc ciasto wyjdzie ciężkie, sycące i wyraziste w smaku.
Możliwe, że w przepisie zamiast mąki, miała być mąka samorosnąca, ale tłumacz się pomylił.
Jednak ciasto jest dobre takie jakie jest, więc nie przejmujcie się, że wyjdzie płaskie i gliniaste, bo smak Wam to wynagrodzi! ;)

Czekoladowe ciasto marchewkowe



Składniki:

  • 5 jajek
  • 150g mąki (u mnie żytnia, jasna)
  • 150g cukru
  • 175g startych marchewek, odciśniętych z soku
  • 40g kakao
  • 50g orzechów laskowych – posiekanych
  • 2 łyżki oleju neutralnego w smaku

Krem:
  • 350g półtłustego twarogu
  • 175g cukru pudru
  • 175g mlecznej czekolady
  • orzechy lub płatki czekoladowe do dekoracji

Nad garnkiem z gotującą się wodą umieszczamy jajka i cukier. Ubijamy na puszystą, gładką masę.
Zdejmujemy miskę z kąpieli wodnej i stopniowo dodajemy resztę składników – mąkę, kakao, marchewkę, olej i orzechy. Delikatnie, ale także dokładnie, mieszamy nasze składniki.
Przekładamy ciasto do okrągłej formy do pieczenia i wstawiamy do pieca nagrzanego do 190 stopni. Pieczemy ok 30-40 minut.

Gdy ciasto się piecze, przygotuwujemy krem:
Topimy mleczną czekoladę. Twaróg ucieramy z cukrem. Dodajemy czekoladę i ubijamy całość na gładką masę.

Gdy ciasto ostygnie przecinamy je na dwie warstwy. Przekładamy je połową kremu, a drugą połowę wykładamy na wierzch ciasta. Ozdabiamy wierzch orzechami laskowymi, płatkami czekolady, lub zostawiamy bez niczego :)

Smacznego!



poniedziałek, 24 listopada 2014

Żytnie Bostońskie tartaletki kremowe

 Ostatnio miałam dziką ochotę na ciasto z kremem. To jeden z tych smakołyków, których nie jadłam od bardzo dawna - z powodu diety bezpszennej. Jednak łatwiej mi było zabrać się za drożdżowe lub sernik, bo wychodziłam z założenia, że to są sprawdzone ciasta i na pewno wyjdą.
Przed dietą też sama nie piekłam kremowych ciast częściej niż raz na ruski rok. Krem wydawał mi się na tyle pracochłonny, że wolałam pójść na łatwiznę i od czasu do czasu skonsumować porcję kupnego wypieku.
Teraz to oczywiście nie wchodzi w grę. Nie wiem czemu jeszcze nie odkryto tej niszy, jaką jest wypiekanie rzeczy dla alegików/ludzi na diecie/ludzi fit. Przecież ciasto wyjdzie z każdej mąki, a nie tylko pszennej...
Póki co sama muszę sobie serwować takie smakołyki - może to lepiej, bo przynajmniej czasem chęć na coś ekstra wygrywa z moim lenistwem ;)

Jeśli chodzi o same tartaletki - ja zrobiłam 4 mini sztuki. Jednak wyszło mi za dużo kremu i połowa została.
Dlatego podaję podwojoną ilość składników na spody - wyjdzie 8 małych sztuk, lub jedna duża tarta.

Przepis na ciasto - z ukochanej książki Wypieki Anneki Manning, a na krem z książeczki "Przysmaki z czekolady".

 Bostońskie tarty kremowe


Składniki:

Na spód:
  • 500g mąki - żytniej/orkiszowej
  • 60g cukru
  • 250g masła
  • 2 jajka
Na krem:
  • 3 jajka
  • 120g cukru
  • 150g mąki - u mnie jasna żytnia
  • 400ml mleka - u mnie owsiane
  • 150ml jogurtu naturalnego
  • 70g mlecznej czekolady
  • 80g gorzkiej czekolady
  • odrobina likieru owocowego
  • 150ml kwaśnej śmietany i wiórki czekoladowe na wierzch
Z mąki i cukru usypujemy na stolicy "górkę" i robimy w niej dołek, w który wbijamy jaja. Mieszamy ręką i dodajemy zimne masło pokrojone w drobną kostkę. Szybko zagniatamy gładkie ciasto.
Dzielimy na 8 porcji i wyklejamy nimi formy (chyba, że chcecie mieć jedną, dużą tartę, to po prostu wyklejcie dużą formę całym ciastem ;)). Widelcem robimy w cieście dziurki, żeby nie urosło.
Wstawiamy do piekarnika nagrzanego do 200 stopni i pieczemy na złoty kolor - jakieś 15-20 minut.

Następnie bierzemy się za nadzienie - w dużej misce postawionej na garnku z gorącą wodą, ubijamy na parze jajka z cukrem - aż uzyskamy puszystą masę, a następnie dodajemy mąkę.
Mleko mieszamy z jogurtem i przelewamy do rondelka - stawiamy na kuchenkę i doprowadzamy do wrzenia, a następnie przelewamy do miski z jajkami. W dalszym ciągu trzymamy miskę na parze i mieszamy do uzyskania gęstego kremu.

Rozpuszczamy czekoladę z dodatkiem likieru, a następnie przelewamy ją do kremu, szybko mieszamy do połączenia składników i całość odstawiamy do ostygnięcia.

Gdy spody i krem są wystudzone, przekładamy nadzienie na tarty.

Wierzch każdej smarujemy łyżką kwaśnej śmietany i posypujemy wiórkami czekoladowymi.

Smacznego!


środa, 24 września 2014

Ciasto dyniowe + suszenie pestek dyni

Sezon dyniowy trwa. To wspaniałe warzywo ma to do siebie, że jest uniwersalne, tanie i... ogromne!
Kupiłam dynię na  zupę dyniową z fenkułem, ale zużyłam tylko połowę. Z reszty musiałam coś wyczarować, bo przecież nie wyrzucę połowy tej rudej piękności!
Od razu pomyślałam o cieście, bo jestem łakomczuchem, a w chłodne pory roku ta cecha dodatkowo się u mnie nasila - ciepła herbata i coś słodkiego to najlepszy sposób na spędzanie coraz dłuższych i zimniejszych wieczorów ;)

Dobra, miąższ wiem jak zużyć, a pestki? Hmm... pestki przecież też są całkiem spoko.

Pestki oczyściłam z resztek dyni i przełożyłam na wyłożoną papierem do pieczenia blaszkę. Suszyłam w 100 stopniach przez 40 minut, co jakiś czas uchylając drzwiczki pieca, aby uciekła para i nie nawilżała schnących pestek.
Wysuszyłam, a teraz na bieżąco łuskam ile mi potrzeba i podjadam ;)

Ciasto Dyniowe


Składniki:


  • 3 szklanki mąki (u mnie jasna żytnia)
  • 3/4 szklanki oleju
  • 1 szklanka cukru
  • 2 szklanki startej dyni
  • 2 łyżeczki kakao
  • 2 łyżeczki cynamonu
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • opcjonalnie - pół szklanki cukru pudru + odrobina wody na lukier, oraz suszone pestki dyni 

Ubijamy jajka z cukrem, a następnie stopniowo dolewamy olej.
W osobnej misce mieszamy suche składniki: mąkę, kakao, cynamon, sodę i proszek do pieczenia.
Łączymy zawartość obu misek i dodajemy tartą dynię, dokładnie mieszamy.
Blaszkę wykładamy papierem do pieczenia i przekładamy do niej masę.
Pieczemy w 18o stopniach przez około 45-55 minut.

Wystudzone możemy udekorować lukrem z cukru pudru i odrobiny wody, oraz posypać pestkami dyni.

Smacznego!
Dynia na słodko i słono

niedziela, 21 września 2014

Pierogi żytnie z soczewicą

Ostatnio w ogóle nie mam ochoty na mięso. Zaczęłam więc kombinować, co by tu zjeść wegetariańskiego, ale z białkiem i sycącego. Pierogi! Farsz sam wpadł mi w ręce, bo po otwarciu szafki od razu zauważyłam czerwoną soczewicę i wiedziałam, że to jest to.
Reszta dodatków to radosna inwencja twórcza, ale bardzo udana. Wyszły pyszne!

Pierogi żytnie z soczewicą


Składniki:

  • 2 szklanki mąki żytniej (jedna szklanka pełnoziarnistej, druga białej)
  • szklanka ciepłej wody
  • oliwa/olej
  • sól
  • szklanka suchej soczewicy
  • garść suszonych pomidorów z oliwy
  • ulubione przyprawy
Ciasto na pierogi robimy takie jak tu: klik!
Soczewicę gotujemy do miękkości, odcedzamy i tłuczemy na papkę. Dodajemy suszone pomidory pokrojone w kosteczkę, doprawiamy do smaku solą, pieprzem i czym chcemy - ja lubię jeszcze dodać curry/kurkumę, oraz słodką i ostrą paprykę.
Mieszamy.

Ciasto rozwałkowujemy dość cienko, wycinamy szklanką kółka i na każde nakładamy łyżeczkę farszu. Zlepiamy dokładnie i wrzucamy na wrzątek z odrobiną oliwy.
Gotujemy 3-4 minuty od wypłynięcia.

Smacznego!


niedziela, 7 września 2014

Żytni chlebek bananowy, podwójnie czekoladowy

 To jest wspaniały przepis na wspaniałe, wilgotne, czekoladowe, słodko bananowe ciasto.
W wykonaniu jest zaskakująco proste, a najwięcej czasu zajmie mu pobyt w gorącym piekarniku.
Jeśli lubicie czekoladę, to zakochacie się w tym cieście, które lekko "uzdrawia" mąka żytnia, której smaku w ogóle nie wyczujecie, bo inne składniki są szalenie intensywne.
Jeśli nie lubicie czekolady lub bananów to... nie wiem nawet co mogę powiedzieć: współczuję, że omijają Was takie doznania smakowe ;)

Przepis pochodzi stąd: klik! klik!


Chlebek bananowy mocno czekoladowy

Składniki:

  • 3 duże, bardzo dojrzałe banany
  • ½ szklanki oleju
  • ¾ szklanki cukru
  • jajko
  • łyżeczka sody oczyszczonej
  • szklanka mąki (u mnie pół szklanki jasnej żytniej i pół szklanki żytniej razowej)
  • ½ szklanki kakao (gorzkiego)
  • szklanka kawałeczków gorzkiej czekolady (około tabliczki)

Rozgniatamy banany i łączymy je z jajkiem, olejem i cukrem. Dokładnie mieszamy.
W drugiej misce mieszamy mąkę z sodą i kakao.
Łączymy mokre i suche składniki i dodajemy czekoladę, mieszamy.

Przekładamy do blachy wyłożonej papierem do pieczenia i wkładamy do pieca nagrzanego do 180 stopni.

Pieczemy 50-60 minut, do suchego patyczka (oczywiście smuga z roztopionej czekolady się nie liczy jako „mokry patyczek”;))

Wyjmujemy z blaszki i studzimy na kratce, żeby nie zawilgotniało. Podajemy wystudzone.

Smacznego! 


piątek, 29 sierpnia 2014

Pierogi żytnie ze szpinakiem

Ostatnio długo chodziły za mną pierogi... Kiedyś miałam ich przesyt, bo w leniwe dni, jadałyśmy z mamą kupne pierogi zamiast stać godzinami przy garach. Teraz nie jadłam pierogów jakiś rok! Odkąd jestem na diecie bez pszenicy było to jedno z dań, które jako pierwsze wycofałam z jadłospisu.
W końcu postanowiłam spróbować pierogi z mąki żytniej i udało się! Chęć na pierogi zaspokojona, szpinak z kurczakiem, który stanowił dzień wcześniej sos do makaronu, uratowany przez wyrzuceniem.
Wszystko jest jak być powinno :)

Pierogi ze szpinakiem i kurczakiem


Składniki na około 4 porcje

  • 2 szklanki mąki żytniej jasnej
  • 2 szklanki mąki żytniej razowej
  • około szklanki ciepłej wody
  • małe opakowanie mrożonego szpinaku
  • pół podwójnej piersi z kurczaka
  • ząbek czosnku
  • sól, pieprz
Szpinak wrzucamy do garnka i rozmrażamy. Doprawiamy solą, pieprzem i ząbkiem czosnku przeciśniętym przez praskę.
Kurczaka kroimy w kostkę, doprawiamy solą i pieprzem, smażymy. Łączymy kurczaka ze szpinakiem, dusimy 15 minut, żeby smaki się trochę połączyły.

Z mąki i stopniowo dodawanej wody zagniatamy elastyczne ciasto. Rozwałkowujemy cienko i wykrawamy szklanką kółka.
Na środek każdego z nich nakładamy tyle farszu, żeby dało się je zlepić - około łyżeczki. Dokładnie zaciskamy brzegi każdego pieroga.
Operację: zagniatanie - wałkowanie - wycinanie, powtarzamy tak długo, jak długo mamy trochę skrawków ciasta.
W dużym garnku zagotowujemy wodę - solimy ją i dodajemy trochę oliwy. Wrzucamy partiami pierogi, tak żeby swobodnie pływały. Gdy wypłyną na wierzch gotujemy 3 minuty.
Podajemy skropione oliwą, lub z odrobiną masła, które roztopi się w kontakcie z gorącymi pierogami, oraz z surówką :)

Smacznego!


piątek, 25 lipca 2014

Bajgle żytnie

Nie ma nic lepszego niż domowe pieczywo na śniadanie. Ewentualnie na drugie śniadanie. No, na kolację też nie pogardzę ;)
W wakacje, jako studentka dzienna, chwilowo niepracująca, mam dużo czasu na krzątanie się po kuchni. Największą zaletą tego stanu rzeczy, są leniwe poranki, w które można upiec sobie takie bajgle.
Od dawna miałam na nie chrapkę, ale nie mogłam zapamiętać, że ciasto ma odpoczywać noc w lodówce. Przez to, co i rusz, gdy brałam się za pieczenie, byłam zdecydowana upiec coś natychmiast, a ciasta na bajgle brak.
W końcu się udało. Nawet nie było tak trudno i dziwnie jak mi się zdawało, bo ciasto w lodówce? Jak to tam urośnie? - Urosło. Obgotowywanie pieczywa? - No w sumie to nie pierwszy raz... Precle robiłam podobnie i były smaczne.
To przykład na to, że warto eksperymentować, bo kto nie ryzykuje, jak wiadomo, nie pije szampana (oraz nie je żytnich bajgli, a to straszna perspektywa...).

Bajgle żytnie




Składniki:

  • ok 3 szklanki mąki żytniej pytlowej
  • pół szklanki wody w temperaturze pokojowej
  • pół szklanki ciepłej wody
  • 5g świeżych drożdży
  • 3 łyżki cukru
  • łyżka oliwy
  • łyżka sody oczyszczonej

W misce łączymy zimną wodę, drożdże, łyżeczkę cukru i szklankę mąki. Mieszamy, a następnie zagniatamy elastyczne ciasto, w razie potrzeby podsypując mąką. Przekładamy z powrotem do miski, którą przykrywamy następnie folią spożywczą. Wstawiamy na noc do lodówki.

Rano wyjmujemy ciasto i dodajemy do niego 2 szklanki mąki, pół szklanki ciepłej wody, resztę cukru i oliwę. Zagniatamy ciasto i odstawiamy na godzinę, do podwojenia objętości.
Następnie dzielimy ciasto na 6 części, z których formujemy kule, a następnie w każdej robimy dziurkę, przy pomocy palców.
W dużym garnku zagotowujemy wodę i dodajemy do niej sodę. Partiami wrzucamy bajgle (u mnie weszły 3 naraz) i gotujemy 2 minuty z pierwszej i 90 sekund z drugiej strony.
Przekładamy na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i wstawiamy do pieca nagrzanego do 180 stopni.
Pieczemy około 20 minut, aż bajgle się zrumienią.

Smacznego!

piątek, 4 lipca 2014

Jagodzianki orkiszowo-żytnie

Jakoś nie mogłam się zabrać za ten wpis, w sumie nie wiem czemu. Problemem jest pewnie stres przed licencjatem, który zbliża się wielkimi krokami, oraz to, że tyle czasu spędzam na gotowaniu, że już na umieszczanie wpisów brakuje mi wolnej chwili :)
Jagodzianki... Zawsze je kochałam miłością szczerą i prawdziwą. Niestety nie mogę ich sobie kupować, bo wszędzie są standardowe pszenne.
Na szczęście umiem piec, więc moje możliwości nie ograniczają się jedynie do tego, co oferują mi piekarnie i cukiernie. Sama sobie jestem piekarzem i cukiernikiem, a te jagodzianki są tego najlepszym przykładem.
Zebrały jak najlepsze recenzje, nikt nie wierzył, że nie są z mąki pszennej, a na dodatek na następny dzień nadal były pyszne, a nie kamiennie twarde i suche.

Polecam Wam ten przepis - upieczcie, a nie będziecie żałowali!

Jagodzianki




Składniki na 6 bułeczek:

  •  ok. 3 szklanki mąki (u mnie 2 mąki jasnej orkiszowej i 1 żytniej pytlowej)
  • 15g drożdży
  • 50g cukru + łyżeczka na rozczyn
  • 1/4 szklanki ciepłej wody
  • 3 jajka
  • 115g masła
  • ok 1 szklanka jagód wymieszanych z dwiema łyżkami cukru
  • cukier puder+woda (na lukier)
Z drożdży, wody i łyżeczki cukru robimy rozczyn, odstawiamy do spienienia.
Następnie dodajemy resztę cukru i 1/3 mąki. Mieszamy drewnianą łyżką, lub w mikserze.
Potem dodajemy po jednym jajku, za każdym razem dokładnie łącząc składniki.
Dodajemy po kawałku masła, cały czas mieszając, a następnie dodajemy kolejną część mąki i mieszamy.

Przekładamy ciasto na blat/stolnicę oprószoną mąką i dokładnie zagniatamy,  w razie potrzeby podsypując mąką. Gdy ciasto jest gładkie, elastyczne i odchodzi od rąk przekładamy je do miski i odstawiamy na godzinę do podwojenia objętości.

Gdy ciasto urośnie, znowu szybko je zagniatamy i dzielmy na 6 części. Z każdej formujemy placek, na środek którego nakładamy jagody - jak najwięcej, tyle, żeby dało się nasze bułeczki "zamknąć".
Łączymy brzegi placków i formujemy z nich podłużne bułeczki.
Układamy na blasze wyłożonej papierem i odstawiamy do ponownego wyrośnięcia, na około 30 minut.
Pieczemy około 20 minut w 180 stopniach.

Gdy wystygną smarujemy je gęstym lukrem z cukru pudru i wody.

Smacznego!


Słodkie jagodowe lato

niedziela, 30 marca 2014

Żytnie drożdżówki z dżemem

Odkąd nie jem pszenicy nie jest łatwo jeśli chodzi o słodkości... Mogę jeść głównie czekoladę i batoniki bez wafelka, a to już mi się przejadło.
Może na zdrowie mi wyjdzie niemożność jedzenia kupnych ciastek, ciast i słodkich bułek, ale czasem jednak tęsknie za słodkimi wypiekami...
Kiedy dostałam mąkę żytnią, która z wyglądu przypomina zwykłą białą pszenną, to od razu postanowiłam upiec drożdżówki.
Wyszły naprawdę fajnie, w niczym nie ustępują pszennym, a nad kupnymi mają przewagę - wiemy co jemy!

Drożdżówki z dżemem


Składniki:

  • 20g świeżych drożdży
  • 100g masła
  • pół szklanki letniej wody
  • 3 jajka
  • ok 3 szklanki mąki żytniej typ 720
  • 1/3 szklanki cukru
  • dżem (najlepiej domowy)
W dużej misce mieszamy mąkę z wodą i drożdżami. Dodajemy cukier i jajka - po jednym, za każdym razem mieszając.  Przekładamy ciasto na stolnicę. Dodajemy masło pokrojone w kostkę, zagniatamy aż masło się dokładnie połączy z ciastem.
Odstawiamy do wyrośnięcia na godzinę.
Następnie dzielimy ciasto na mniejsze części - mi wyszło 6 sztuk. Formujemy kulki i w każdej robimy duże wgłębienie, do którego nakładamy sporą łyżeczkę dżemu. Zakrywamy dżem ciastem i wkładamy do zimnego piekarnika, który już z bułeczkami, będzie się rozgrzewał do 200 stopni. Pieczemy ok 20 - 30 minut aż się zrumienią.
Smacznego!



piątek, 28 marca 2014

Bułeczki z mąki żytniej

"Z samej mąki żytniej nie da się upiec bułek. Jeśli ktoś będzie Pani wmawiał, że bułki są z samego żyta, to na pewno kłamie." - taką odpowiedź uzyskała moja mama pytając w piekarni o skład bułek opisanych jako "żytnie".
Zawsze podejrzewałam, że to nie są stuprocentowo żytnie wypieki, ale teraz mam pewność. Jedyne co można kupić to chleby żytnie, ale i tu należy uważać na skład. Przeważnie (na szczęście) jest to mąka żytnia z domieszką wody i drożdży/zakwasu, ewentualnie dodano siekane ziarno żyta, ale to też dobrze.
Najbardziej zaskakujące jest to, że zdaniem tej Pani nie da się upiec bułek, a chleb się da... Ciekawe...

Moje dzisiejsze bułki dowodzą, że nie należy słuchać sprzedawców, nawet jeśli pracują w piekarni, bo mogą się zupełnie nie znać... Uważajcie i sprawdzajcie sami słuszność ich twierdzeń, bo kiedyś pan - w piekarni! - twierdził, że chleb ProBody (ten niskowęglowodanowy) nie zawiera glutenu... A w składzie jak byk białko pszenne, mąka orkiszowa, mąka pszenna pełnoziarnista... Szkoda gadać...

Wracając do bułek, to obaliłam teorię przytoczoną na początku posta. Upiekłam bułki z samej mąki żytniej i to zarówno słone jak i słodkie. Dziś podzielę się z Wami przepisem na wersję wytrawną :)

Bułki żytnie


Składniki:

  • 15g drożdży (świeżych)
  • ok 3 szklanki mąki - pół na pół żytnia typ 720 i żytnia razowa
  • szklanka letniej wody
  • łyżeczka cukru
  • łyżeczka soli
  • łyżeczka oregano do posypania (opcja)
Z drożdży, cukru, połowy wody i łyżki mąki przygotowujemy zaczyn. Odstawiamy do spienienia.
Po około 15 minutach dodajemy sól, resztę wody i połowę mąki. Mieszamy drewnianą łyżką do połączenia składników.
Stopniowo dosypujemy resztę mąki cały czas mieszając, aż uzyskamy gładkie ciasto. Przekładamy na stolnicę oprószoną mąką i zagniatamy.
Przekładamy z powrotem do miski, przykrywamy ściereczką i odstawiamy na około godzinę do wyrośnięcia.
Gdy ciasto urośnie (nie oczekujcie spektakularnych efektów - mąka żytnia jest trochę mniej podatna na drożdże niż pszenna) dzielimy na bułki. Mi wyszły zaledwie cztery sztuki, ale dla mnie to w sam raz.
Uformowane bułki obsypujemy oregano i wkładamy do zimnego pieca, który (już z nimi w środku) będzie się grzał do 200 stopni. Pieczemy jakieś 20 minut. Są gotowe, gdy się zrumienią i wydają głuchy dźwięk po uderzeniu ich spodów :)

Smacznego!


środa, 26 marca 2014

Focaccia razowa orkiszowo-żytnia

Wczoraj na fanpage'u bloga zapowiadałam przepis na focaccię, którą sobie upiekłam w ramach pieczywa.
Uwielbiam ten rodzaj pieczywa, zwłaszcza z czarnymi oliwkami... Oczywiście wiem, że nie każdy lubi oliwki, więc bez problemu możecie je zastąpić czymś innym. Suszone pomidory? Mega! Ziołowa posypka? Pyszka!
Jeśli zaś chcecie bez niczego - Wasza sprawa! I tak będzie pyszna, bo to się nie może nie udać!

Przepis mam z mojej ulubionej książki "Wypieki" Anneki Manning. Oczywiście go przerobiłam, bo w oryginale były suche drożdże i mąka pszenna, a ponadto chlebek wyszedłby za duży na moje potrzeby :)

Focaccia orkiszowo-żytnia


Składniki:

  • duża szczypta cukru
  • łyżeczka soli
  • szklanka letniej wody
  • około 2 szklanki mąki - po szklance orkiszowej razowej i żytniej razowej
  • 10g drożdży
  • 25ml oliwy
  • oliwki, zioła, lub inne przysmaki na wierzch :)
Z drożdży, cukru i połowy wody robimy zaczyn. Odstawiamy na 15 minut do spienienia.
Po tym czasie dodajemy resztę wody, sól, oliwę i mieszamy. Stopniowo dodajemy mąkę, aż ciasto stanie się w miarę zwarte. Przekładamy na stolnicę i wyrabiamy, aż uzyskamy elastyczne ciasto.
Odstawiamy na jakąś godzinę do wyrośnięcia.
Po tym czasie przekładamy focaccię na blachę wyłożoną papierem i formujemy prostokątny placek.
Na wierzchu robimy wgłębienia, w które wbijamy oliwki. Skrapiamy wierzch oliwą, posypujemy ziołami i wstawiamy do zimnego pieca.
Piec nastawiamy na 200 stopni i pieczemy chlebek jakieś 30 minut.
Ja najpierw ustawiam "wiatrak", czyli termoobieg, a gdy temperatura dojdzie do tej wskazanej w przepisie przełączam na ustawienie "góra-dół".
Będzie gotowa gdy wierzch się zarumieni, a spód po uderzeniu będzie wydawał głuchy odgłos.

Focaccia jest smaczna sama, lub zamiast chleba na kanapki.

Smacznego!